… minęło od ostatniego wpisu. Wiele się zmieniło, chociażby to, że się ktoś strasznie oburzył za ten wpis. Cóż, nikogo nie obraziłam personalnie, a jak się ktoś poczuwa, to niech się poczuwa.
W ciągu tych 6 miesięcy dotknęłam:
– smutku
– żalu
– buntu
– przykrości
– zła
– krzyku
+ śmiechu
+ radości
– bezsenności
– obłudy
– kłamstwa
– zazdrości
i znów przewaga minusów. Chyba, że smutek potraktujemy jako pozytywne oczyszczenie. Dużo tych emocji. Postanowiłam je sprasować do dobro i zło.
Na tym kończę.

Właściwie nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że woda sodowa w połączeniu z latającą głupotą to mieszanka wybuchowa. Niestety takie osoby stają nam na naszej drodze życiowej z częstotliwością średnio wydajną. Szacunek do drugiego człowieka staje w dalekiej kolejce za egoizmem. Będąc coraz bardziej uczciwym stajesz się wrogiem naturalnym swojego otoczenia. Jak żyć w zgodzie ze sobą mając jeszcze przyjaciół? Czy w ogóle istnieją przyjaźnie we współczesnym świecie?
Ostatnimi miesiącami spotkałam się ze skrajnym niezrozumieniem, egoizmem, wodą sodową kogoś kto nawet nie zasłużył, żeby odwrócić się gdy się z Tobą wita. Brak mi już słów.

…dlaczego ma tyle kosztować?

Dlaczego moje szczęście nie może iść w parze z ich szczęściem?
Dlaczego ich tak to kole?

W końcu odzyskałam wolność, miłość, radość, spokój i ich to boli.
W końcu nie pozwalam, żeby oni wchodzili mi z butami do życia.

Gdy stoję w drugim rzędzie i walą mnie młotem po głowie to jest dobrze, gdy na to nie pozwalam i krzyczę, nazywają mnie wariatką.

O co tu chodzi?

Obłuda, opiniowanie, konfabulacja to ich pierwsze imię.

Poruszałam już temat przyjaźni. Ciągle się przewija w moich okolicach i za chiny nie mogę trafić na coś co nazywa się przyjaźń.
Dlaczego?
Oczywiście pomijając to, że jestem niesympatyczna, niemiła i w ogóle, zauważam tendencję do nakładania klapek na oczy i nie na moje o nieszczęście.
W ostatnim tygodniu wydarzyło się kilka nieprzyjemnych sytuacji, które znowu otworzyły te wielkie okiennice świadomości.
Czy ciągle trzeba zwracać na siebie uwagę, żeby ktoś podszedł i normalnie porozmawiał?
Czy trzeba krzyczeć i się rozpychać, żeby być docenionym?
O co tu chodzi? Ja tego nie rozumiem.
Jak można odtrącać ludzi bezpodstawnie. Jak można być chamem dla tych co sobie flaki dla ciebie wypruwają. Czy tak trudno złożyć usta w słowo dziękuję? A może ciągle myślisz, że po prostu ci się to należy.
Nie ma przyjaźni i nigdy jej nie było. O przepraszam jest, ale zwie się – wykorzystywaniem.

… wszystko w same kratki.
Czeka mnie jutro jednodniowa ciężka podróż.
Taka piękna pogoda a ja muszę się tłuc pociągiem od 5 rano.
A na miejscu może być różnie. Wzloty bądź upadki. I zapewne to drugie przy takim niewyspaniu. A mi się marzy ukwiecenie balkoniku, piwko, coś pysznego ciepłego do jedzenia. „Życie jest nowelą” hahaha

… mieć Cię już z głowy.
Koniec z przyspieszonym oddechem.
Koniec z ucieczkami na potajemne rozmowy, które nie były ważne.
Koniec z wyczekiwaniem do drugiej w nocy.
Koniec z bezsennością i porannymi mdłościami.
Koniec z oszukiwaniem i udawaniem pięknej lub bestii.
Koniec z gangreną przy mojej lewej nodze.
Koniec z pustym śmiechem.
Koniec z bezdźwięcznymi słowami.
Koniec z Tobą we mnie.
Fu.

… ludzie mogą Cię mieć w d… .
Można się na przykład rozchorować. Tylko kilka dni wyjętych a masz „przyjaciela” z głowy. Właściwie chyba w ogóle go nie miałeś.
Można na przykład wyłączyć telefon, bo nie ma przecież innych dróg kontaktu – nieprawdaż?
Można na przykład powiedzieć co spieprzył i czego się pragnęło a przyjaciel tego nie zauważył. Teraz omija Cię szerokim łukiem.
Starczyło tylko chwila nierozwagi.
I to są właściwie powiewy przyjaźni, która nigdy nie istniała, bo po prostu nie ma jej na świecie. Są tylko własne potrzeby, które pod przykrywką tej wymienionej powyżej, spełniamy. Jakie to obłudne, jakie to powszechne.

Tyle razy za Tobą szłam a Ty mnie nie zauważałeś.
Tylko spod oka patrzyłeś czy idę.
Ni to zachwyt, ni pogarda. Ot tak, spode łba,
szukałeś swojego odbicia w moich oczach.
Ale tylko jeden raz spuściłam Cię ze schodów, już było za późno.
Było to jak zrzucenie kamienia z serca. Jak odcięcie kuli u nogi.
Boże jak mi było wtedy lekko.

Nowy wiersz tu

Dłonie Cię zdradzą. Gdy nie wyciągniesz ich z pomocą.
Wzrok mnie nie oszuka. Gdy odpędzać się będziesz od mych słów.
Ucho mnie nie zwiedzie. Gdy usłyszę śmiech z za pleców.
Złość miłości nie ustąpi. Krzyk w rozpacz i niemoc się przemieni.
A Ty dalej będziesz błądził, zamiast w twarz powiedzieć.
Nie jesteś mą jedyną, ani nie zostanę Twoim przyjacielem.