Wierszyki

Krótkie Szoty

Czy ustami swoimi przeleje to co usłyszałam?

Jeden takt nie czyni człowieka.

—————————————————–

8-12-2014
Płyń

Płyń, płyń
—————————————————–

8-12-2014
Czekam

Czekam, czekam i czekam, Na chwilę cudu, na chwilę uniesienia. Dlaczego wygrana musi być namacalna? Dlaczego ciągle samemu trzeba budować swoje wartości i ego? Dlaczego zawsze przed sobą czujemy się tak mali, tak mali, tak mali, tak mali

—————————————————–

8-12-2014
Obojętność

Wchodzę, ty patrzysz. Znowu dziwnie na mnie tak. Z tobą czuję się tak źle. Wybacz mi jeśli w ogóle cię to interesuje.

—————————————————–
8-12-2014
energianull

Kilometry dni za sobą mamy. Znaczące sny swoje, z przestworzy. Nie zdradzę ci o czym marzyła, bo marzyć już skończyłam. Dzień ku końcowi się kieruje. Wenus z Ziemią na niebie tańcuje. A ja tu sama, tańczę w twym łóżku. Do poduszki zimnej przytulam twarz. Wczoraj też ciebie tutaj nie było. Wczoraj, nie wczoraj, lat mi przybyło. Staram się zapomnieć, kartki pogubić, a ciągle je przy sobie mam. W drzewach ty jesteś, w powietrzu ty jesteś. Energię zabierasz mi. W kamieniach ty jesteś i w wodzie, na wietrze. Zatapiasz mnie. Okruchy życia w sobie mam, chociaż tyle zostaw mi. Może już jutro, nigdy nie wstanę, może zabierze jedyne me sny.

—————————————————–
3-12-2014
Tam, w dali tam
Porozmawiaj ze mną, jak za dawnych czasów. I z uśmiechem i z radości, pokrzycz na mnie, w złości. Powiedz coś.

—————————————————–

3-12-2014
Tam, w dali tam

Tam, w dali tam, szedłeś mój na spotkanie ze mną. Gdy byłeś tu, dotknęłam Twojej dłoni, oplotłam szyję. Wtuliłam się w Twój policzek. Tam, w dali tam, idziesz znów, na spotkanie z nią. Widziałam was, dłoń w dłoń, razem wciąż. Gdzie droga nasza napotkała rozwidlenie, gdzie? Tam, w dali tam, będziesz szedł, mój nie mój. A ja tu, splotę znów, dłonie swoje, już nie twoje.

—————————————————–

3-12-2014
Pomyłka …

Już mi się dni mylą, a najbardziej wieczorem. Gdy okna zasłonięte i światła zgaszone. Czy zamknę oczy, czy je otworzę, ten sam widok i nic już nie pochłonę. Mózg mój stoi, oddech spowalnia, a phii a phii w oddali słyszę. To nowe idzie, siły nabiera, by następnego dnia energię ze mnie zdzierać. Już dni mi się mylą, a najbardziej w południe, gdy światło przebija, moje zmęczone skronie. Niby tyle w koło radości, ale kończą się jej zapasy, przechodzi w złości. Gdy kolejny raz – wstać czy siadać, teraz czy później. A może po prostu połóż się obok. A phi a phi.

—————————————————–

5-01-2014
Przyjaciele …
Podobno przyjaciół poznaje się w biedzie. Ale ja nie chcę by coś złego mi się stało albo mnie napotkało. Żeby się zaprzyjaźnić, trzeba zjeść razem beczkę soli. Czy nie ma lepszych rozwiązań na prawdziwą przyjaźń?

—————————————————–

5-01-2014
Sierpowy

Tak naprawdę niechcący spojrzałam w to okno. Było już ciemno więc wiele można wyczytać z nieba. Ale sierpowy księzyc jak naklejka na szybie się pojawił. Szkoda, że tak słońca nie można zostawić.

—————————————————–

5-01-2014
Toksykologia związku

Różne związki chemiczne są na świecie, ale najwięcej jest w związku, bo obecnie… On nie słucha lub zazdrości Ona ucieka albo cała w złości Oboje się po prostu nie kochają. Przeciwne związki chemiczne powstają. Kwas za kwasem, z zasadą zasady. Toksyczność związku tak dalece posunięta, że własnym jadem z dnia na dzień wypalają się.

—————————————————–

5-01-2014
Dlaczego nie dziwi

Dlaczego Ciebie to nie dziwi, że Ona zamęczona a On… Dlaczego? Płakała przy stole, bo zmęczenie na twarzy malowało smutek tak szybko. Przez dnie całe i pewnie nocami … siedziała.

5-01-2014
… z dnia tego

Dziś już nie pamiętam tamtych chwil. Co czułam, co myślałam, jak postępowałam. Nic już nie pamiętam. Jedynie wielką mgłę mieniącą się kolorami tęczy. Tam było lepiej? Niby nowe mnie czeka a też wiele mi ucieka. Turla się coraz szybciej gdzieś i nawet nie mam jak tego dogonić. Nic już nie pamiętam.

—————————————————–

5-01-2014
Czasem trzeba się zmienić

Czasem trzeba się zmienić nawet tak na siłę. By zadowolić innych, zdeptać swoje imię. Czasem trzeba się zmienić. Czasem trzeba zaczesać swoje myśli, ułożyć je gładko, do tyłu, w brylantynie. By innym złagodzić chwile na Ziemi. Czasem trzeba się zmienić Ile wtedy zostaje z ciebie? Ile poświęcić trzeba wiosen, nikt nie wie. Wszystko zależy od tego jak wiele buntu w twym ciele a ile właściwie popłyniesz jak topielec

—————————————————–

26-06-2012
Kurtyna w dół!!!

Gdy opadnie kurtyna chcesz wypluć toksyny. Brud cudzych postaci i pogardy dla siebie. Gdy opadnie kurtyna chcesz wypluć adrenalinę wolności i służebności. Ale jak to zrobić gdy rąk braknie by tą energię przejąć, by strząchnąć bezwładnie, te wszystkie emocje, tak boleśnie nagromadzone. Cóż zrobić gdy wokół brak uradowanych oczu, że cię widzieli, że nie mogą oderwać wzroku. Że chcieliby więcej aż do zmroku oglądać, podziwiać i się zachwycać, coś wynieść dla siebie, energie przechwytać. By ze świeżymi myślami do domu podążać, w zadumie, w spełnieniu, świat wstrząsać.

——————————————————————————————–

10-02-2012
Pamiętaj

Dłonie Cię zdradzą. Gdy nie wyciągniesz ich z pomocą. Wzrok mnie nie oszuka. Gdy odpędzać się będziesz od mych słów. Ucho mnie nie zwiedzie. Gdy usłyszę śmiech z za pleców. Złość miłości nie ustąpi. Krzyk w rozpacz i niemoc się przemieni. A Ty dalej będziesz błądził, zamiast w twarz powiedzieć. Nie jesteś mą jedyną, ani nie zostanę Twoim przyjacielem.

——————————————————————————————–

27-12-2011
Nie uciekaj!!! Znajdę …

Biegła przez Mariensztat, nogi były ciężkie. Jeszcze przed chwilą myślała, że wszystko, że to szczęście, przygarnie ją a ona je. I tak wspólnie przejdą gdy skończą się dnie. Ale coś za rękę bardzo mocno schwyciło. Siedział i nie czuł oprócz posiadania, coś ładnego, coś miłego jak dziecięcego pluszaka. Coś było jej kulą u nogi albo kleszczami przy nadgarstku. Przez małą furtkę lekko otwartą prześliznęła się na przystanek. Wsiadła w autobus, odjechała w rejony jemu nieznane. Czuła się jakby właśnie wyszła z kąpieli. Pachnąca, lekka, wyzwolona i … „Czego nie trzeba? Ciebie nie trzeba.”

——————————————————————————————–

19-12-2011
Kilka słów na pożegnanie

Dwa razy Ciebie prosiłam, byś zwróciła na mnie uwagę. Jedna chwila rozmowy, korona z głowy nie spadnie. Ktoś mi Ciebie wykradł, wiem dokładnie. Tylko dlaczego tak szybko, zmyłaś z siebie dość odważnie, każde moje słowo i wspólny wieczór, gdy omawiałyśmy przyjaźnie. Ja dłużej tak nie mogę, po prostu odchodzę. Na dobranoc tylko powiem, tak bardzo na poważnie, żyj i kochaj całe życie, ale tylko rozważnie.

——————————————————————————————–

25-10-2011
Bagienne historie

Pomiędzy rzeką dwa domy stały. Zależne od wiatru i od pogody. Spacery tylko zimą, skrócone przez kre. I w saniach do szkoły wśród drzew. A w lecie przez knieje spacer w podróż zmieni się. Do drugiego domu przez las, przebrnąć gdzieś. Na łące, która zielonym odbiciem nieba jest, położyć i odpocząć, bo droga długa, przez bagna mknie. Kilka już śmierci pochłonął ten brązowy płat, nikt nie szukał, bo obok mógł się spokojnie kłaść, każdy podróżny z tej niewielkiej łodzi, co przeprowadzał jednego bez oddechu na drugą stronę, gdyby ratować chciał.

——————————————————————————————–

25-10-2011
I co i co i nic

Poziomość myśli nie łączy się z ich pionami. Nie ma skrzyżowań, nie ma iskry. Lekko przerywane, nieśmiałe prosty, A pomiędzy tego otchłań. Przebolejesz tą jakość, może ją zatwierdzisz? Nie? Masz rację, nie ma co przedstawiać bagiennych historii. Ma być powiew, uniesienie, strzał, galop, pęd, bezmiar. A nie trącenie, upadek i potłuczone kolano.

——————————————————————————————–

05-10-2011
O mały włos

O mały włos a zrobiłaby pomyłkę życia. Pośpiech zakradł się w palce. Mózg odłączył dostawę myśli i bach. Poszło. O jedną linię za daleko. Wyszło bez zawieruchy, tym razem, odpocząć, zasnąć na chwilę. I zwolnić. Wyrównać oddech, rozluźnić mięśnie. Język spłynie na żuchwie. I odpłynie.

——————————————————————————————–

Być

Nie tędy droga mawiał dziadek, skręć w lewo mówiła babcia. A ja chciałem tak bardzo iść prosto. Tam była łąka.. Szemrzący strumień i woda płynąca. Ja tam chciałem iść babciu. Poszedłem najpierw w lewo, dziadek posmutniał. Widziałem jak twarz zakrywa rękami, czy płakał czy śmiał się, nie mam pojęcia. Babciu to ślepy zaułek, wróciłem. Poszedłem Twoją drogą dziadku, była cała w błocie, naprawdę po kolana. Wróciłem na drogę by pójść prosto. Pięknie, wyraźnie, nie bolało wcale. Złe słowa, niedorzeczności, wina na całość, między młotem a kowadłem. Zrobiłem po swojemu, po lekkości, po pięknie, po delikatności. Bez łez, oszustw i zgrzytania zębami. Dziadku …, babciu … to nie Wasza droga.

——————————————————————————————–

20-06-2011
Człowiek z życiem na twarzy

Czasem spotykasz takich w mieście, w tłumie idących jak inni. Różni ich tylko życie na twarzy, malowane co dzień by przepoczwarzyć. Spotkałam po drodze jednego takiego człowieka, stał w autobusie z torbą na plecach. Mały, dość krępy, pod ciężarem dnia zgięty, błękitnymi oczami patrzył w okno. Coś szukał w pamięci w szklanej tafli, w poręczy, jechał, tak myślę, do pracy. Nie wiem czy coś złego kiedyś zrobił, czy krzywdę wyrządził. Czy człowiek to aż tak wrażliwy, że odchodzą mu zmysły i na twarzy jak Picasso, życie maluje grubą farbą, ślady i bruzdy, nawet z młodości póki starczy miejsca, aż do mdłości? Czy jutro jego twarz w gazecie, z czarnym paskiem ukaże się? Ciągle mnie zastanawia co będzie robił jutro? Czy komuś poderżnie gardło, czy przytuli wnusię na dobranoc.

——————————————————————————————–

19-06-2011
Przygody Bobra Żuliny cz.1
Bóbr i przyjaciele

——————————————————————————————–

15-10-2010
Pycz (Peach)

Trzask, prask, ranek, powstanie. Ruch, nerw, zdziw, pobranie. Śniadanie, bałagan, szok, cześć, kąpiel, parówka, makijaż, gniew. Telewizor, pranie, buty, wyrywanie… ze snu, pobudka, włosy … już końcówka. Drzwi się lekko otwierają wymyka się mała istotka. By nie wejść w burzę myśli, by Pycz nie spotkać. Drugie drzwi to już wyzwanie chwila i wolność małą istotkę zastanie. Ale wieczorem znowu uścisk w gardle powrót do domu … strach Cię ogarnie. Noc, spokój, garnek, wanna, głośniej, szmata, dywan, karma. Ciepło, kołdra, róż, pokora, komp, świeca, ogień, pożar. Ból, złość, niemoc, krzyk, masakra, piano, odcięcie, wtrysk. Diabeł, tasman, szatan, wir prośba, kurwa, nie mam sił. Drzwi się lekko otwierają wymyka się mała istotka. By nie wejść w burzę myśli, by Pycz nie spotkać. Drugie drzwi to już nie wyzwanie chwila i wolność małą istotkę zastanie. Drugie drzwi to już nie wyzwanie chwila i wolność małą istotkę zastanie.

——————————————————————————————–

13-10-2010

Dla pewnego królewicza cz.1

Wyrosłeś przede mną jak młody bóg. Trochę zbolały, niezadowolony. Miałeś złe dni, duże spadki, Szybko uciekłeś z grzybowej chatki. Gdzieś po drodze minął rok, jak z bicza trzasł. Czy Ty pamiętasz pierwszy dzień? Bo noc w rozmyciu mi się tli. Swoją cierpliwością zgarnąłeś resztki nadziei. Roziskrzałeś szczęście, goniąc swojego kopciuszka. Jeszcze nie złapałeś, ale znasz ścieżki, raz bliżej, raz dalej, lecz w promieniu ręki.

——————————————————————————————–

05-05-2010
Walki kogucików

Jak co rano o dziewiątej zaczynają trening. Kilka słów, garstka bzdur, zdania można kleić. Jedne mądre, drugie krnąbrne, ale ważne – jakieś. Najładniejsze, najwspanialsze, oby były własne. Który głośniej, który sprawniej, żeby jak najszybciej. Jak z armaty, oby celniej, w przeciwnika trafić. A gdy zbliża się piętnasta, a kurz na ringu opada, można wtedy na spokojnie, znaleźć własne zdania. Podsumować walkę samców i chwilę odsapnąć, bo już jutro o dziewiątej znowu dziamać zaczną. Dla kolegów…

——————————————————————————————–

18-03-2010
Kleszcze

Co byś jeszcze chciał? Złotą Klatkę w ślubnym prezencie? Jakieś mocne zaklęcie? Żadna moc się Jej nie trzyma.

——————————————————————————————–

04-01-2010
Bachorek Potworek

Bachorek Potworek ma na głowie wielki worek. Trochę zimowo, trochę bezmózgowo, ale ma wielki łeb ;-). Cichutko swoje rączki splata, wokoło mojego kapturka, zadając wiele pytań, aby potem dać nurka.

Potworek to słodki nie rusza się bez matki ani ciotki. Zaznacza swą obecność i niestety jak konieczność zasiada na tronie tramwajarza, najważniejszego kolejarza. Podróżnik z młodymi nóżkami, ściga się ze staruszkami, do siedziska przeznaczenia, dupska rozpłaszczenia.

Niechybnie gdy go spotkasz, to jak wielka poczwasz. Nie chciej się z nim zadawać, jedyne co to …alać.

——————————————————————————————–

30-11-2009
Już tu nie mieszkam

On1: Dlaczego nic Ci już nie pomaga? Dlaczego ciągle broczysz w tym samym gównie popapranych myśli? Dlaczego ciągle wracasz do tych zapomnianych rzeczy? On2: A czy kiedykolwiek je rozwiązałem? Czy da się rozwiązać te sprawy? Jedynie przykryć, zamieść pod dywan a przy najbliższym sprzątaniu na nowo je odkryć. On1: Dlaczego raz a porządnie nie posprzątasz? On2: Bo nie da się posprzątać plamy na drewnie bez jego wyrywania. Bo nie da się zedrzeć farby olejnej bez skutków ubocznych. Może powinienem spalić swoje wszystkie parkiety, dywany ściany? Może powinien opuścić to mieszkanie …

——————————————————————————————–

30-11-2009
Tragedyja Masakryja – cykl roczny

Gdy nadchodzą dni opadających rąk, włącza się tryb myślenia, zmierzłego zdziczenia. I prostując co rano kości, ze zwiniętego kłębka niepewności, gardzisz każdym oddechem. Nogi skowyczą wyginając się na boki, głowa opada w bezwładzie na poduszkę. Klatka nie ma siły się podnieść, a brzuch zapada się niemiłosiernie. Ręce nie ciągną już do przodu, nie nadają rytm kolejnemu dniu. Twarz kamienieje, a powieki opadają. Oczy nie widzą, uszy nie słyszą. Jest już spokój.

——————————————————————————————–

16-08-2009
Chroń

Chroń mnie przed … Twoim dotykiem … czułymi słowami … słodkimi minami. Chroń mnie przed … strachem … bólem … płaczem. Chroń mnie przed rozstaniem. Daj mi wiarę, daj mi pewność, że za chwilę, za moment, przeprowadzisz mnie, silną ręką … .

——————————————————————————————–

16-06-2009
Wiersz z dn. 26-12-1997

Chciałabym odpłynąć, w niezmierzone piękna. W prostotę otchłani i blask nicości. Posłuchać szelestu ziemi kruszonej pod stopami wiatru. Zobaczyć śmiałego motyla na zgiętej łodydze krzewu. I ludzi żywych, w głębi lasu. … Chciałabym zbudować dom na drzewie w 9 dni. Pomalować ciało czerwoną gliną i białą kredą. Chciałabym sadzić jam i jeść fu-fu, spróbować gorzkiej zupy. Pójść nad strumień, złowić rybę i żyć w zgodzie z całym klanem. Nie obrażać bogów, słuchać kapłanki Czilo. Ściągać wino z drzewa palmowego i nalewać do rogu. Zażywać tabaki wśród cienia drzewa bananowego i zobaczyć dziewięciu duchów mojego plemienia. Chciałabym tam żyć, w plemieniu z Unuofi.

Wiersz z dn. 26-12-1997

Myślicie, że wam wolno deptać czyjeś świętości w Imię Boga. Myślicie, że wolno wam, zabierać całą nadzieję, w Imię Boga. Myślicie, że wolno wam innych sądzić w Imię Boga. Myślicie, ze wolno wam, kraść cudze życie, w Imię Boga. Myślicie, że wolno wam, udawać miłosiernych, w Imię Boga. Myślicie, że wolno wam zabijać drugiego, w Imię Boga. Mylicie się, a wciąż robicie to … w Imię Boga.

——————————————————————————————

26-03-2009
Zapożyczony tytuł: „Gwiezdna podróż”

Pragnienie podróżowania w przestworzach myśli jest silniejsze niż realność rzeczy mniejszych. Potrzeba ucieczki w nieograniczone, potencjalnie niebezpieczne czeluście duchowej rozkoszy jest niewyobrażalnym aktem. Unosząc się nietykalnie ponad przeciętność, dusza przybiera rozmiary astronomiczne. Nonszalancko rozpychając się pośród gwiazd, muska przerażone czarne dziury. Gdy przybędzie szczyt jej mocy, pęknie dumna ze swoich dokonań. Rozsadzi cały wszechświat … i spocznie.

——————————————————————————————–

26-03-2009
W którym rzędzie stoję?

Powiedz mi proszę, w którym rzędzie dzisiaj stoję? Ooo jak dla mnie to zawsze w pierwszym – powiedział obłudnik. Nieprawda kochanieńka, jesteś na końcu – powiedział ważniak. A jak dla mnie jesteś po środku – powiedział pewien człowiek. Jesteś na tym miejscu na jakie się czujesz, a jeśli tak łatwo Ci wmówić na jakim miejscu powinnaś być … jesteś nigdzie … . Więc czy jakiś rząd mnie interesuje? Nie chcę być nigdzie … !

——————————————————————————————–

25-03-2009
Mała istotka

Stoi tam, gdzieś z boku mała istotka.
Spogląda niepewnie, na stado ludzi, wyłapując z tłumu jakąś bliską postać.
Śledzi każdy ruch swoimi czarnymi ślepiami.
Boi się jak nikt inny, bo jest inna.
W jej oczach strach, w jej oczach ból i szaleństwo.
W jej oczach głód i chore przekleństwo.
Walka o skrawek miejsca, o krztynę powietrza.
Pragnie by choć raz móc z podniesioną głową, pełna dumy i pewności oraz nieposkromionej złości.
Przejść tak pięknie przez tłumy pędzących imadeł, nietknięta …
Lecz każda iskra z ogniska ludzkości zwija uczucia w kłębek i w nicości
ciągle mała istotka żyje bez celu i godności.

—————————————————————————————–

13-03-2009 Z dedykacją dla …

ogarnia mnie słabość i suchoty …
ogarnia mnie bezlitośnie nicość …
pomykam w dół po schodach bez końca …
lekko, rozkosznie, bezmyślnie …
a co będzie gdy przyjdzie wracać …
czy zejdziesz po mnie …
czy będziesz czekać na górze …
powiedz mi proszę czy jest sens …
bo nie wiem w którą stronę iść …
ogarnia mnie słabość …

—————————————————————————————–

07-03-2009
„Pasjonat”

Opadając z sił, garbiąc się niemiłosiernie szedł przez polanę.
Wataha psów w oddali, głośno szczekała.
Szukał …
Pragnął, jeszcze troszeczkę jeszcze kilka metrów, przejść … na skraj lasu.
Ale przecież tam też się nie skryje,
tam też go dopadną „wściekłe psy.
Nie ucieknie choćby bardzo chciał…”
Zginął …

—————————————————————————————–

27-02-2009
„Poszukiwany, poszukiwana”

Poszukujemy miłości jak powietrza,
a czasem jest to jak ogień i woda.
Jak kamień i papier.
Ktoś napisał, że bez niej nie ma już nic, a z nią zdobędziesz się na wszystko.
Czy to znaczy, że nie stać nas już na więcej, niż na niby nic?

—————————————————————————————–

27-02-2009
„Niby nic”

Czy to już lekka obojętność,
przeplatana małym smutkiem i żalem, że zaraz koniec?
Czy to już tylko ostatnie odruchy życia i dogorywanie męczące?
Czy szukane będzie znalezione?
Czy własne ja będzie poprawione?
Czy będziemy kiedyś żałować?
Chcemy kochać i mocno wierzyć, że to już to, że to nie było tamto.
Porównania, degustacje, bezsensowne perturbacje.
A po cóż to tak się ciągle schylać ku czemuś co nie warte naszych skłonów.
Chcę Ci dawać radość, chcę Ci dawać szczęście, nawet gdy tak mocno boli już kręgosłup.

—————————————————————————————–

19-02-2009
„Popaprane ludki”

Popaprane ludki co dzień kombinują,
co by tu zmajstrować, żeby nie było nudno.
Myślą i analizują, aż im główki parują, a jak coś wymyślą znowu się dołują.
Bo to takie dziwne ludki, co lubią bardzo smutki
kochają się w czarnych nocach i we łzawych oczach.
Uśmiech u nich rzadko gości i prawie aż do kości,
tak mocno się piłują a potem żałują.
Każdy ma w sobie takiego popapranego ludka
a gdy go nie ma jest wielka pustka.
Ale niech jak najrzadziej gości,
bo w koło jest wiele radości (bo będą wciąż połamane kości).

—————————————————————————————–

04-02-2009
„Wyznania barmana”

Jak w kryminale i jak co czwartek siedziała sama w kącie, od w pół do czwartej.
Sączyła tego samego oszukanego drinka.
Jak duch, jak zjawa, w kurzu papierosa ukryta,
a tylko jej oczy były oznaką życia.
Szukała, bo wzrok jej po ścianach błądził,
a uśmiech na ustach wcale nie gościł,
promieni zachodzącego słońca, a w nich cienia radości i chwile słabości i tak co czwartek bez końca.
Aż dnia pewnego nie przyszła, nie wiem dlaczego, ale brakło mi jej jak wody.
Myślę, że nie chce już dalej krążyć ma zapewne jakieś swoje powody.
Może gdzie indziej kryje swój skowyt, bo tu już za bardzo jest znana.
Może wreszcie doczekała słońca, moja Ukochana, jedyna Dama.